niedziela, 16 sierpnia 2015

Gruzja, czyli w krainie wina, upałów i tamadów - cz. II

Gruzja - Sakartwelo :) Trudno o niej pisać będąc jeszcze tutaj, w kraju wina, upałów i tamadów!
O ruchu ulicznym i przeszkodach, jakie można spotkać na drodze, o braku supermarketów i języku gruzińskim możecie przeczytać w I części relacji tutaj

Teraz kolej na wino, toasty i tamadów
Tradycja to dla Gruzinów rzecz święta. Po kilku dniach spędzonych w gruzińskim domu, typowej gruzińskiej rodziny, możemy już co nieco na ten temat powiedzieć :)



Wino, wino, wszędzie wino, zawsze wino! Tak tu jest. Najważniejszy, najświętszy alkohol. Każda okazja jest dobra do jego picia. Jednak każde picie to święto. Od wieków kultywują tradycję i kultywować ją będą, póki są na tym świecie. :)
 Piciem wina dyryguje prowadzący imprezę - tamada. Człowiek najważniejszy przy stole. On decyduje kiedy, za co i ile się pije. Nie można pić po prostu. I nie można wina sączyć małymi łyczkami, jak to mają w zwyczaju Europejczycy. Trzeba wypić za coś. I nie pije się tutaj mówiąc  tylko "na zdrowie" albo "abyśmy za rok doczekali" itp... Tutaj struktura toastów jest przemyślana i jest to poważna sprawa ;). Za przyjaźń, za pokój, za gospodarzy, za jubilatów, za zmarłych, za przyszłe pokolenia, za Ojczyznę, za miłość... Za wszystko co ma sens i jest dla człowieka ważne. 

Każdy toast to dość długie przemówienie zakończone okrzykiem "Gaumardżos!". Przed każdym toastem tamada mówi czy pije się do dna czy nie. Mężczyźni są zobowiązani dotrzymać tempa tamady. Jest to swego rodzaju gra, w której gdy ktoś się podda to przegrywa. A przecież żaden mężczyzna nie chce przegrać! ;) Kobiety piją, ile chcą, aczkolwiek ja jako gość również byłam zbowiązana utrzymać niezłe tempo...

 Tamada wyznacza również muadgile, drugą co do ważności osobę przy stole, która ma za zadanie pokonać tamadę w finezyjności toastów :) Jednak jest on dopuszczony do głosu tylko przez tamadę. 
Specjalny toast pije się z rogu. Niegdyś były to rogi zwierzęce, teraz są już szklane. Ich pojemność to ok. 0,5 l, choć bywają i większe. Podczas tego specjalnego toastu, trzeba całą zawartość rogu wypić na raz! 

Sposób prowadzenia toastów dobrze ukazuje, jacy są Gruzini. Facet ma być facetem. I tyle. To widać, słychać i czuć. Jednak objawia się to w dość ciekawy sposób. Mężczyźni występują w stadach. Wszędzie grupy kuzynów, kolegów itp... Mężczyzna nie chodzi po ulicy z kobietą za rękę, bo to nie męskie. A co dopiero mówić o przytulaniu, całowaniu w miejscu publicznym? Tego raczej się tu nie dozna...Zauważyliśmy to dość mocno, gdy na plażę niedaleko nas przbyli goście weselni. Stado mężczyzn i stado kobiet. Pannę młodą zauważyliśmy od razu, jednak gdzie pan młody? W stadzie ;) Ciekawe to...




Gruzińscy mężczyźni mają duże poczucie własnej wartości i męskości. Widać to właśnie w trakcie toastów, występowania stadnego i w codziennym życiu. Gruzini szanują kobiety, jednak mają one bardzo określone role. To właśnie one robią wszystko w domu. Napotkany na ulicy Gruzin najpierw zwraca się do mężczyznu, dopiero później do kobiety. Przy stole mężczyźni piją, kobiety donoszą jedzenie. Niby wszędzie tak jest, ale w Gruzji podział obowiązków jest bardzo jasny i wydaje się, że nie wchodzą sobie nawzajem w paradę. Zawsze chcemy pomagać mamie naszego kolegi zrobić cokolwiek w kuchni, jednak zawsze słyszymy odpowiedź, że nie trzeba. A nam głupio tak siedzieć i patrzeć i czekać na gotowe jedzenie... To z kolei wynika z gruzińskiej gościnności.

Gościnność Gruzinów również jest znana. Dla gościa zrobią wszystko, a ten ma tylko z tej gościny korzystać. Doświadczyliśmy tego po kilku dniach w gruzińskim domu. Bycie gościem jest super, ale sprowadza się do picia, jedzenia i spania. I oczywiście nie możemy pomagać, bo ich urazimy... :(

Jedną z ciekawszych przygód, które nas spotkały, było picie wina na ulicy.


Zobaczyliśmy w Kutaisi, tuż nad chodnikiem okno. W tym oknie siedział pan, a na zewnątrz, na malutkich krzesełkach, dwóch innych panów. Widoczek super, więc postanowiliśmy zrobić zdjęcie. Oni nasz zauważyli i od razu do siebie zawołali. Musieliśmy wypić z nimi toast winem z butelki po Fancie. Toast za "polsko-gruzińsko drużbu!" :) Super! 

Gruzini uwielbiają Polaków. Każdy z nich zna nazwisko Lecha Kaczyńskiego, bardzo go szanują i jednogłośnie twierdzą, że to Rosjanie go zabili... Podzielali również naszą historię, będąc długo pod wpływem Rosji.


Gruzini są bardzo pomocni. Zawsze poprowadzą, pokażą, co i jak. A policja jest szczególnie świetna! Gdy zapytaliśmy policjantów o drogę do monastyru Bagrati w Kutaisi, ci nas zawieźli na miejsce, bo okazało się, że jest tam bardzo daleko i to wysoko pod górę.
Monastyr Bagrati w Kutaisi

Gdy zajechaliśmy do Khobi, miasta z którego pochodzi nasz kolega Irakli, poszliśmy na festiwal kultury gruzińskiej. Tam podszedł do nas policjant, wypytał skąd jesteśmy i u kogo się zatrzymaliśmy. Kolega nam wytłumaczył, że gruzińska policja ma obowiązek chronić turystów i zwracać na nich szczególną uwagę. Później, taka policyjna troska spotkała nas jeszcze kilka razy :)

A skoro już dotarliśmy na festiwal kultury gruzińskiej...

Zachwyca. Taniec, śpiew! Pełen energii, mocy. Gdy Gruzini tańczyli, miałam wrażenie, że zapali się podłoga. Najbardziej widowiskowe są oczywiście męskie tańce, kobiety tańćzą rzadziej i delikatniej. Mężczyźni w tańcu pokazują swoją siłę. Taniec jest walką, przepełniony energicznymi podskokami, figurami! Każdy rejon Gruzji ma swój inny język, którego reszta Gruzinów nie rozumie, odmienne pieśni i tańce, choć akurat te są całkiem podobne. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć, poczuć. Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na taki festiwal w miejscu zupełnie nieturystycznym , przez co zobaczyliśmy, że Gruzini sami dla siebie kultywują swoje tradycje :) Byliśmy niemałą atrakcją, ukratkiem robiono nam zdjęcia i nagrywano :)










1 komentarz:

  1. Polecam taki filmik:
    https://www.youtube.com/watch?v=xwr25eiPgik

    OdpowiedzUsuń