niedziela, 16 sierpnia 2015

Gruzja, czyli w krainie wina, upałów i tamadów - cz. I

O Gruzji krąży wiele opowieści, legend itp. Postanowiliśmy je sprawdzić :) Już po kilku dniach nasuwa nam się dużo ciekawych spostrzeżeń!

Gruzja to kraj zachwycający, niesamowity. Wszystko jeszcze proste, swojskie, nie ma głupich przepisów i zakazów. :) Jak u nas kilkadziesiąt lat temu. Trzeba pokombinować, żeby sobie poradzić.



      Ruch uliczny to pierwsza rzecz, która rzuciła nam się w oczy. Gruzini jeżdżą niezwykle szybko po to, by zaraz z piskiem opon hamować przed stojącą na drodze krową, koniem, kaczką, świnią... Zwierzęta mają tutaj pierwszeństwo, same się wypasają, zupełnie tam gdzie chcą. Jest super plus tego - trawa na poboczach zawsze jest przystrzyżona :) Gdyby nie krowy, nikomu nie byłoby w głowie koszenie pobocza. Świnia spacerująca w środku miasta to też normany widok. Tak normalny jak to, że taka świnka przewraca wszystkie możliwe kosze na śmieci i szuka jedzonka...

Nie ma znaczenia, że ruch jest prawostronny, samochodów z kierownicą po prawej stronie jest prawie tyle, co po lewej ;) To nic, że nie widać nic przy wyprzedzaniu. Ważne, że można szybko jechać. Drogi, jeśli już sa asfaltowe, są tak szerokie, że wyprzedzanie na trzeciego nawet nie jest niebezpieczne! :) 

Po ulicach jeżdżą samochody we wszekim możliwym stanie. Piękne mercedesy,ople, ale również zardzewiałe, dziurawe, rozklekotane łady ;)

I trąbienie! Nam niestety kojarzy się negatywnie. Tutaj jest to sposób komunikowania nietylko złych, ale również dobrych emocji. Trąbisz, gdy mijasz znajomego, ktoś ci ustąpi drogi, wyprzedzisz kogoś :)
Ulica w Kutaisi

Sklepy

Aspekt, który nas bardzo pozytywnie zasokoczył. Gdy zalecieliśmy do Gruzji, nie mieliśmy jedzenia. Stwierdziliśmy, że zrobimy większe zakupy w jakimś markecie w Kutaisi. A tu niespodzianka! Jest jeszcze miejsce, gdzie nie ma marketów. Żadnych lidlów, biedronek, tesców itp.... ! Jak nas to ucieszyło. Zrobiliśmy więc zakupy w zwykłym sklepie z panią sklepową, której musieliśmy wytłumaczyć, czego potrzebujemy. Udało nam się i byliśmy zadowoleni, że kupiliśmy gruzińskie jedzenie i że pieniądze za to zostaną w tym kraju! :) A sklepy są wszędzie i ze wszystkim. Owoce można kupić świeże, na ulicy. I jaki mają smak !!! Produkty są głównie gruzińskie, trochę tureckich, bułgarskich, a wszystko pyszne i naturalne! Wszystko trochę tańsze niż w Polsce, więc można jeść i nie zbankruować :)




Język gruziński jest przepiękny. Mówią nim tylko Gruzini, nie ma nawet żadnych języków pokrewynch oprócz lokalnych języków każdego gruzińskiego regionu. Jest twardym językiem, tak jak twardymi ludźmi są Gruzini :) Nieznając żadnego słowa, nie da się zupełnie nic zrozumieć. Nawet tak podstawowe słowa jak tak lub nie, brzmią niepodobnie do żadnych znanych języków. Najśmieszniejsze dla nas było to, że w Gruzji "mama" to określenie taty, a mama to "deda". Gdy nasz kolega mówił "mama" i zwracał się do taty, mieliśmy niezłe rozstrojenie :) 
Jednak komunikacja ze zdecydowaną większością Gruzinów jest prosta, przez fakt, że znają rosyjski. Coraz mniej młodych ludzi, tak jak i w Polsce, nie posługuje się tym językiem, ale starsze pokolenie gawarit haraszo i panimaje wsio! :) 
Alfabet gruziński również jest unikalny, gdyż żaden inny naród się nim nie posługuje. Zaokrąglone szlaczki są prześliczne :
საქართველო - Sakatwelo, czyli  Gruzja po gruzińsku :)

Narazie tylko tyle, następnym razem napiszę o ludziach, piciu wina, regionalnych tańcach i jedzeniu :)

1 komentarz:

  1. "Gdy zalecieliśmy do Gruzji, nie mieliśmy jedzenia." - Czyżby autorka pochodziła z Zambrowa? ;)

    OdpowiedzUsuń