środa, 12 marca 2014

Marcowe Góry Stołowe!

Marcowe Stołowe to jeden z wyjazdów z cyklu “Cudze chwalicie, swoje też”. Góry dla nas najlepsze to takie, gdzie nie ma ludzi. Udało się także tym razem. Wyjazd w środku tygodnia, w marcu okazał się strzałem w dziesiątkę. W miejscu, gdzie zazwyczaj jest dużo turystów, nie spotkałyśmy nikogo. Góry Stołowe były nasze!





Wer "na stopie" ;)
Po nieprzespanej nocy spotkałyśmy się nad ranem w chłodnym, pochmurnym Wrocławiu. Tam kupiłyśmy bezdomnemu panu, jak to on określił – „zupę Bez Kitu”. Ruszyłyśmy busikiem pełnym starszych pań jadących do sanatorium, w stronę Polanicy-Zdrój. Ile się nasłuchałyśmy, że „Ojej, no ja to  szlafroka, lokówki ani suszarki nawet nie wzięłam, a ta walizka i tak taka ogromna a stawy bolą i nie dam rady nieść!!!” Śmiechu miałyśmy pełno, bo, ojej, my także nie wzięłyśmy szlafroków, lokówek ani suszarek, ale na szczęście  nasze plecaki wcale nie były wielkie i ciężkie! ;)

W Polanicy zakupiłyśmy mapę i obmyśliłyśmy małą trasę na dzień.Stwierdziłyśmy również, że kiedyś należy nam się jeden dzień w SPA, takim jakich w –Zdrojach wiele. Jednak kosztowałby on pewnie tyle ile nasze dwutygodniowe wyprawy! Ruszyłyśmy w stronę Skalnych Grzybów. Spokojnie, powoli, przez lasy, łąki i pola. Bez wielkich podejść. Czułyśmy się, jakbyśmy spacerowały po naszych domowych okolicach. Gdy szłyśmy przez las, na naszej drodze stanęły dwie ciężarówki. Panowie drwale (aż ciśnie mi się, żeby napisać drwalowie ;) ) zawzięcie pracowali w pocie czoła i byli chyba tak samo zdziwieni naszym widokiem jak my ich.

Skałki, skałeczki, kamienie, kamyczki – dobry materiał na wspinaczkę i zdjęcia. Agi nowe buty raniły nogi, więc było trochę bólu. Schodziłyśmy do Karłowa. Okazało się, że szlak nas troszkę źle poprowadził i miałyśmy spory kawałek do przejścia lasem po ciemku, po drodze pseudoasfaltowej, po której miałyśmy nadzieję, że coś będzie jeździło. Dziur było więcej niż nawierzchni, zatem i ruchu nie było żadnego. Mijałyśmy wielkie, niezwykle znaczące przyrodniczo torfowiska! Zmęczone całodniowym marszem, osiągnęłyśmy ten stan, kiedy idziemy i w ogóle się do siebie nie odzywamy, błądząc myślami po dalekich krainach. Miałyśmy nadzieję, że znalezienie noclegu w Karłowie nie będzie problemem. Jednak kilka osób nie chciało nas przyjąć, bo nie ogrzewają. Tylko „schronisko” było czynne. Nocleg za 40 zł… Po 12 zł w Ochotnicy i 20 zł w Krościenku to było dla nas sporo. Myślałyśmy, że skoro jest poza sezonem i nikt już nie przyjeżdża, wezmą nas za  każdą niewielką cenę…


W piątek rano ruszyłyśmy na Szczeliniec Wielki – najwyższy szczyt Gór Stołowych. Idąc pomiędzy budkami kebabów, gofrów, lodów i pamiątek, cieszyłyśmy się, że to wszystko jest zamknięte. Podejście na szczyt stanowiły schody. Tabliczka informacyjna przed nimi podkreślała, że zostały ufundowane przez Niemców. Ach, jak cudownie, że pomyśleli o naszej wygodzie i zbudowali nam infrastrukturę turystyczną! Szkoda, że nie są to schody ruchome lub winda, ale myślę, że ich pojawienie się to pewnie tylko kwestia czasu. Dzięki schodom oczywiście mniej się zmęczyłyśmy i mniej bolały nas kolana ;) Odwiedziłyśmy schronisko „Na Szczelińcu”, gdzie porozmawiałyśmy z przemiłą panią gospodynią. Wędrowanie po Szczelińcu zajęło nam sporo czasu, przez zdjęcia i jedzenie czekolad raz po raz. „Piekiełko”, do którego wejście było raczej zamknięte, przysporzyło nam wrażeń. Pouprawiałyśmy gimnastykę, by pokonać oblodzone schody, przeciskałyśmy się na kolanach, bokiem itp. Panował tam mikroklimat. Mimo ciepła wokół, utrzymywał się lód , a nawet trochę śniegu. Świetna sprawa!





Napotkałyśmy skałę „Małpolud”, której profil jest identyczny jak Agi. Przypadek? ;) Na tarasach widokowych ogrodzonych barierkami urwiska sprawiają wrażenie bardzo wysokich. W główce się kręci przy patrzeniu w dół i wyobraźnia zaczyna intensywnie pracować.

Zeszłyśmy do Pasterki, gdzie zajrzałyśmy na chwilę do schroniska o tej samej nazwie. Powędrowałyśmy dalej do Błędnych Skał. Okazało się, że przeszłyśmy je pod prąd. Kolejne labirynty skalne, dużo miejsc do ładnych zdjęć. Spotkałyśmy rodzinkę turystów, którzy mieli nieco zdziwione miny, gdy powiedziałyśmy im „dzień dobry”. „Czego one od nas chcą?!” – pewnie pomyśleli.


Na noc wróciłyśmy do Pasterki, by w sobotę nad ranem ruszyć na czeską stronę. W schronisku spotkałyśmy Tomka, który jest ultra maratończykiem i przyszedł sobie z Wałbrzycha(!)


Świt był przepiękny. Lekki szron pokrył pola, przez które wędrowałyśmy. Las pachniał z każdym krokiem coraz intensywniej. Szłyśmy ścieżką, z której jednej strony była Polska, z drugiej Czechy ( a na słupkach był nawet stary ślad Czechosłowacji) .
Promienie słoneczne przebijały się przez gałęzie drzew sprawiając wrażenie świetlnego, niebiańskiego słupa zstępującego na ziemię! Czesi nadali nazwy praktycznie każdej mijanej przez nas skale. Doszłyśmy do pięknego Vyhladu ( vyhlad, vyhladka – słowo w języku czeskim i słowackim oznaczające punkt widokowy, nie ma odnośnika w polskim, przynajmniej o tym nie wiemy). Okazał się on wisienką na torcie naszego wyjazdu. Miejsce, skąd polskie Góry Stołowe wyglądały na wysokie. Czułyśmy się jak Włóczykije, siedząc na wielkim kamieniu i mrużąc oczy w słonku!!! Tak piękny widok i zapach zwiastujący wiosnę. :)

Schodząc w dół, zmieniały nam się krajobrazy. Weszłyśmy w uroczą buczynę, gdzie srebrzyste pnie buków strzelały swymi smukłymi gałązkami ku niebieskiemu niebu. Potem dotarłyśmy do Bohumova, małej przygranicznej, czeskiej miejscowości, w której był super-nowoczesny Carrefour.


Długi marsz asfaltem do Polski troszkę dał nam w stopy. A szłyśmy cyklotrasą, więc samochodów nie było. Coraz tylko mijali nas cykliści. Zaszłyśmy do Radkowa. Czułyśmy w nim tak głęboką prowincję, że nie wiem czy bardziej się da. Stamtąd już stopami zabrałyśmy się do Wrocławia. Miło było, bo każdy nasz kierowca składał nam życzenia z okazji Dnia Kobiet.



Stołowe polecamy serdecznie każdemu każdemu. I temu, który chodzić lubi i temu, który woli tylko punkty widokowe. Młodym i starszym. Bo małe jest piękne!

Kolejny nasz rajd się skończył, ale na szczęście niebawem majówka i następne góry czekają! :)


2 komentarze:

  1. jesteście nieeeeesaaamoooowiteeeeeeeee!!!! :)))) a Wasz blog - moja ulubiona lektura:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie poopowiadamy o naszych wyjazdach w szkole ! :)

      Usuń